niedziela, 2 września 2012

1.



Czerń wcale nie jest brakiem kolorów. Zawsze uważałem, że to po prostu nicość. Podobnie jak czarne plamy na rozgwieżdżonym niebie, które były dla mnie martwymi punktami wszechświata. A potem zjawił się Śmierć i odkryłem, że czerń to miliony barw. Trzeba jedynie czegoś więcej niż zwykłego ludzkiego spojrzenia. Najlepiej opisać to na przykładzie czarnych pereł. Ludzie zwą je czarnymi, ale wystarczy przyjrzeć się uważnie by ujrzeć, że czerń może być błękitna, złota, purpurowa czy lśniąca wszystkimi barwami tęczy.
To była pierwsza lekcja, podobnie jak ta, że wszechświat nie ma martwych punktów. Gwiazdy też mogą być czarne i żywe. Żyją nawet intensywniej niż te, które codziennie jasno lśnią na niebie…
Drugą lekcją był czas. Tak naprawdę czas nie istnieje. Wymyślili go ludzie, by nazwać i wytłumaczyć to co działo się z całym wszechświatem. Zmiany. Gwiazdy zmieniają swoje położenie, zima zmienia się w wiosnę, a młodzi ludzie zmieniają się w starców. Czas płynie… choć są też miejsca, gdzie nigdy nie poruszył się ani o sekundę. Na przykład azyl Śmierci. Wszystko trwa w bezruchu, jakby zastygłe w jednej sekundzie. Na początku zdawało mi się to upiorne. Potem dostrzegłem, że to jedyne słuszne spojrzenie na czas. Bo tak naprawdę idea czasu ma sens tylko tam, gdzie świat podlega Śmierci.
Ostatnia lekcja była najkrótsza. Były to również pierwsze słowa, kiedy znalazłem się w azylu Śmierci i ująłem w dłoń  klepsydrę odmierzającą moje życie. Powiedział wtedy: „Nigdy nie umrzesz”.
Nie umrzeć, nie starzeć się, znać przyszłość tak dobrze jak przeszłość, znać tajemnice świata i oglądać rzeczy nie przeznaczone dla ludzkich oczu. A wszystko jedynie za cenę wiecznej służby i wiecznego pobytu między światem żywych, a umarłych…
Mort, rok 894

***

Elisabeth była uroczym dzieckiem, choć według rodziny zbytnio oderwanym od rzeczywistości. Miała prawie 12 lat, a zamiast spoważnieć nadal wierzyła w baśnie. W tym wieku powinna była uczyć się manier i zdobywać wykształcenie jak przystało na panienkę z dobrego domu. Zwłaszcza, że rodzina dziewczynki należała do najbardziej wpływowych rodów.
Elisabeth miała jednak zupełnie inne zdanie na temat tego co wypada, a co nie. A matka mogła mówić co tylko chciała, mogła ją nawet karać, ale i tak się myliła. Baśnie istniały. Były równie żywe, realne i namacalne jak cały ten dom. Cały świat przeplatał się wzajemnie – świat realny i nierealny, rzeczywistość i baśń.
Dziewczynka usadowiła się w oknie. Widziała jak rodzice pojechali na jeden z uwielbianych przez nich bankietów. Wtedy po raz pierwszy zobaczyła tę postać. Człowiek w czarnym płaszczu, siedzący na białym koniu. Odwrócił się na krótką chwilę i jego spojrzenie napotkało wzrok małej Elisabeth. Dziewczynka zapamiętała wówczas jedynie te oczy… Na pierwszy rzut oka idealnie czarne, ale jakby lśniące niebieskim blaskiem.
Tajemniczy mężczyzna prędko odwrócił wzrok i pognał za powozem, znikając w ciemności.
Rodzice już nie wrócili…
XIX w.

***

Kolejna lekcja. Wcale nie istnieje sprawiedliwość. Ludzie czasami twierdzą iż Śmierć sprawiedliwie zabiera bogaczy i biedaków, ale czy sprawiedliwe jest odbieranie rodzicom kochanego dziecka lub odbieranie dziecku rodziców? I nie ma tu znaczenia majątek czy urodzenie. Wszyscy ludzie są tak naprawdę takimi samymi istotami. I wcale nie ma sprawiedliwości. Zresztą i tak wszystkich czeka kiedyś to samo…
Życie tutaj jest zadziwiające. Bardziej ludzkie niż sądziłem. Śmierć fascynuje się ludźmi, lubi nie tylko ich towarzystwo, ale niezwykle ciekawią go ich zwyczaje. Próbuje ich zrozumieć, a czasem nawet stara się naśladować. To dość śmieszne, choć czasami smutne. Zwłaszcza, gdy nie potrafi w pełni pojąć emocji, które nam ludziom osładzają nasze krótkie i marne żywoty. Szczęście, radość… Śmierć nigdy się nie śmieje. A nawet jeśli jest to zwykle śmiech wymuszony, pełen goryczy lub złowrogi. Ale On nigdy nie jest tak zwyczajnie szczęśliwy, choć nieraz próbuje dyskretnie dowiedzieć się „Co to jest szczęście” lub „Dlaczego istnieje”. To dziwne pytania, ale im dłużej tu jestem tym bardziej go rozumiem…
Mort

***

W starej pracowni panował półmrok rozjaśniany jedynie dogasającymi świecami. Starszy człowiek pilnie studiował wygniecione ciągłym wertowaniem stronnice stare księgi. Czuł iż jego życie nie potrwa już długo. Ale nim ta chwila nastąpi pragnął po raz ostatni poczuć radość płynącą z odkrycia, któremu poświęcił lata… oraz rzecz jasna marzył o następcy, który dalej poniesie ciężar wiedzy jaką on nabył przez lata.
Czuł, że jest już blisko celu… nawet jeśli teraz błądził w ciemnościach…
XIV/XVw.

***

Leonard nie miał zbyt wiele. Miał za to marzenia, wielkie marzenia i to w zupełności wystarczyło by miał siłę zmierzyć się z całym światem. Marzył o sławie, nauce, sztuce… marzył o wiedzy, jak najbardziej nieograniczonej. Wiedział iż były to raczej nie realne wizje. Chłopcy z wiejskich rodzin mogą przy odrobinie szczęścia zostać czeladnikami u miejskich rzemieślników. To zawsze lepsze niż praca w polu, lecz to nadal nie to czego pragnął.
Czasem jednak dopisuje szczęście… choć naprawdę mało kto wie, że to wcale nie szczęście tylko istoty wyższe rządzące światem…
- Chłopcze! – dźwięczny kobiecy głos zmusił Leonarda do zatrzymania się.
Ujrzał powóz należący z pewnością do królowej. Z okna wyglądała kobieta – najpiękniejsza jaką można było sobie tylko wyobrazić. Idealna w każdym calu i prawdziwie królewska w swej postawie.
- Zmierzasz do miasta? – spytała obojętnie
- Tak pani… - powiedział zakłopotany Leonard. Sam nie wiedział czemu, ale ta kobieta napawała go dziwnym i niezrozumiałym lękiem.
- Przekaż ten list memu dobremu przyjacielowi. Sądzę iż łatwo go znajdziesz – powiedziała podając mu list. Leonard miał dziwne wrażenie iż jej dłoń była dziwnie zimna…
Spojrzał na kopertę, gdzie złotymi literami wypisano nazwisko i adres. Podniósł wzrok by spytać o coś jeszcze, jednak powóz z tajemniczą kobietą jakby rozpłynął się w powietrzu. Dopiero teraz Leonard zdał sobie sprawę co było dziwnego w tej postaci. Była jakby ze szkła…
XIV/XVw.

***

Kolejna rzecz jakiej się nauczyłem o czasie… Strumienie czasu krzyżują się i łączą. Dawniej nie sądziłem iż mój los spleciony jest z losem kogoś kto żył setki lat wcześniej lub kogoś kto przyjdzie na ten świat dopiero za tysiąc lat.
Są też inne dziwne prawa, których Śmierć przestrzega z największym szacunkiem. Nie ingerować w historię. Jedno darowane życie może zmienić bieg świata. Sprawić, że dziecko któremu okaże się litość wyrośnie na potwora zabijającego niewinnych ludzi którzy mogliby coś osiągnąć. Czasem bywa również na odwrót. Nie okazuje się litości człowiekowi który mógłby uczynić wiele dobra. Nie umiałem tego pojąć, lecz Śmierć wytłumaczył to jasno. „Kto ma prawo to oceniać? Jeśli raz się nagniesz, pewnego dnia zupełnie się złamiesz”
Tak to prawda, choć ciężko mi się z nią pogodzić. Jednak trzeba patrzeć szeroko – przyszłość i przeszłość tworzą całość. A ludzkie losy krzyżują się w przedziwny sposób. Ludzie żyjący w innych epokach mają na siebie wzajemny wpływ… 
Mort.

sobota, 1 września 2012

Prolog



Psyche pokochała Śmierć.
Nikt nie mógł zrozumieć czemu najwspanialsza i najdoskonalsza istota oddała swe serce Mrocznemu Kosiarzowi. Psyche była najpiękniejsza. Piękniejsza od samej miłości. Perfekcyjna, bez najmniejszej skazy. Przedstawiała sobą najczystszy ideał. A jednak biło od niej zimno, zupełnie jakby była posągiem wykutym w lodzie. Ciężko uwierzyć, lecz Psyche była również okrutna. Mimo iż to ona nadawała życiu sens, potrafiła w jednej chwili zniszczyć wszystko. Potrafiła zabić poprzez piękno. Może właśnie ukryte okrucieństwo i chłód sprawiły iż jej serce zabiło mocniej na widok Śmierci? A może była to jedynie ironia losu?
Nikt nie odrzuciłby miłości Psyche. Nikt nie umiał nawet patrzeć w tę nieskazitelną twarz, by natychmiast nie czuć się jej sługą. Nikt prócz Śmierci…
Każdy oddałby wszystko za jej miłość. Każdy, ale nie On.
Czy Śmierć kochał Psyche? Ciężko było sobie wyobrazić by On cokolwiek kochał…
Podobnie jak Psyche, Śmierć również był ideałem. Przerażającym ideałem, który budził jedynie grozę. A jednak otaczający go mrok czy otchłań w jego spojrzeniu również tworzyły zniewalającą perfekcję.
Śmierć jednak był inny niż Psyche. Ona przypominała mu jedynie marionetkę. Piękną lecz zniewoloną niewidzialnymi pętami. Śmierć uwolnił się z tych łańcuchów już dawno - kiedy tylko pojawili się pierwsi ludzie… 
Wtedy po raz pierwszy złamał krępujące go reguły. Zignorował zasadę i wmieszał się w życie tych niezwykłych istot. Chciał ich poznać i zrozumieć.
To właśnie go zmieniło…






*Jeśli chodzi o Psyche to wyobrażam ją sobie tak...
Jednak nie ma ona żadnej skazy, żadnej asymetrii twarzy. Poza tym Psyche wydaje mi się jakby postacią ze szkła... Mniej więcej taka wizja. 

Wstęp

Początkowo planowałem od razu napisać i opublikować prolog, jednak chyba nie obejdzie się bez małego wstępu i wyjaśnień.
Inspiracją był dla mnie mój sen, ale długo brakowało mi elementu, który połączyłby wszystko w całość... no i nie ukrywam, że inspiracja była bardzo niespodziewana, bo pojawiła się dzięki naszym śmiesznym rozmowom (córko, mamo - dziękuję ;)). Ale o tym będzie mowa dopiero później.
Dla formalności powinienem jeszcze uprzedzić, że może się tu pojawić sporo nawiązań do innych utworów - głównie do powieści Pratchetta, Gaimana i musicalu Elisabeth. Sądzę jednak, że nawiązania będą wyraźne i jakoś się tu wkomponują. Co do imion niektórych postaci... niektóre imiona po prostu muszą się pojawić. Osobiście nie wyobrażam sobie by w otoczeniu Śmierci zamiast Morta, był jakiś Franciszek czy co tam jeszcze.

*

Teraz kilka słów odnośnie fabuły... 
Na początku istnienia wszechświata pojawiły się trzy istoty. Śmierć (on), Psyche (ona) oraz Życie (ono). Życie powoływało istnienie, Psyche dawała żywym tworom duszę, a Śmierć zbierał swój plon. Z czasem pojawili się bogowie i ludzie, a pierwotna triada rozpadła się. Psych upodobała sobie boski świat. Życie pozostało jedynie energią... Zaś Śmierć zwrócił się w stronę ludzi. Tak mniej więcej się to wszystko zaczęło. Akcja mojego utworu będzie działa się właśnie długo po rozpadzie owej triady. Miejscem będzie świat ludzi, ale również świat duchowy. Zresztą sami zobaczycie. W razie jakbym coś poplątał będę starał się wyjaśniać na bieżąco. No i zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie :)

*